sobota, 27 grudnia 2014

Święta, święta... i Kris ❄️ #2

Święta minęły równie szybko jak się zaczęły, a śnieg pojawił się dopiero prawie ostatniego dnia. Można by powiedzieć, że całe to czekanie na Boże Narodzenie straciło swoją moc. Jednakże jak dla mnie nie był to czas stracony. Dostałam upragnione prezenty, spędziłam trochę czasu w rodzinnym gronie i oczywiście czekałam tylko na "przypadkowe" spotkanie z Krisem. Niestety od ostatniego razu na siłowni nie spotkaliśmy się ani razu. Na Facebooku też nie widać śladu jego obecności. Może wyjechał ?

Wróciłam od cioci i od zazu poczułam się nie najlepiej. Oczywiście miałam gorączkę i cały dzień przeleżałam w łóżku. Przynajmniej nie musiałam wychodzić z psem i mogłam trochę odpocząć. Mia wiernie leżała ze mną, mama wyszła na zakupy, a tata z małym wyszli na spacer. Niespodziewanie usłyszałam dźwięk dzwoniącego domofonu. Dziwne. Każdy z domowników ma klucze. Pewnie to listonosz albo ktoś. Olałam dzwonek i leżałam dalej. Oczywiście jakiś natręt nie dawał mi spokoju i ciągle dzwonił. Tylko w koszuli nocnej dotreptałam do drzwi.
-Tak?-spytałam przez słuchawkę domofonu
-Jade? Hej to ja-oczywiście od razu poznałam jego głos. Moje serce momentalnie zaczęło szybciej pompować krew.-zejdziesz?
-Hej. Wiesz co, jestem troszkę chora.
-ok. Poczekaj zaraz u ciebie będę.-powiedział i słyszałam już tylko głuche odgłosy ulicy. Omg zaraz tu przyjdzie! Ja w przepoconej koszuli, bez makijażu i w okularach. Na dodatek w pokoju miałam cholerny syf. Dammit. Szybko pobiegłam do pokoju i przynajmniej spryskałam się perfumami. Po chwili już dzwonił do drzwi. Otworzyłam niepewnie przyglądając się jego reakcji. Z jego twarzy nie wyczytałam nic nadzwyczajnego. Bez słowa wszedł do mieszkania i zamknął za sobą drzwi. 
-dopiero wróciłem z Anglii. Rodzice wysłali mnie tam na święta. Przepraszam, że się nawet nie odezwałem. Jak się czujesz?
-jest ok. Pozatym, że wyglądam okropnie i jeszcze bez makijażu-zaśmiałam się próbując rozluźnić atmosferę.
-przestań haha nie potrzebny ci makijaż.-aww. Usmiechnęłam się, co pewnie wyszło mi dziwnie, po czym powiedziałam żeby się rozgościł. Zdjął kurtke, buty i przeszedł do pokoju. Nieśmiało podążyłam za nim. Przez chwile było niezręcznie, lecz po chwili Kris zmniejszył odległość między nami i pocałował mnie. Na to czekałam. Od razu oddałam pocałunek i oplotłam rękoma jego szyję. Usiedliśmy na łóżku. Całowaliśmy się coraz bardziej zachłannie. Jego ręce badały moje ciało. W tym momencie dziękowałam Bogu za to że się wczoraj goliłam. Prawa ręka gładziła moje piersi a lewą próbował ściągnąć ze mnie piżamę. W tym czasie ja zsunęłam mu bluzę i tshit. Moja koszula znalazła się na podłodzę a ja zostałam już w samych majtkach. Kris od razu zdjął z siebie reszte ubrań i położył się na mnie przyciskając moje ciało do materaca. Zciągnął ze mnie majtki prawie je rozrywając. Łóżko niebezpiecznie zatrzeszczało, ale w tym momencie nie za bardzo się nim przejmowałam. Kris rozszeżył kolanem moje nogi i znalazł się dokładnie pomiędzy moimi udami. Jego kolega od początku stał na baczność tak że mogłam go wyczuć na moim brzuchu. Ponownie wpił się w moje usta. Nasze języki momentalnie znalazły siebie nawzajem. Znów mogłam poczuć jego unikalny smak. Nie chciałam żeby ta chwila się skończyła. Kris sięgnął dłonią do swojego penisa i nakierował go na moją kobiecość. Czułam jego wielkość przy moim wejściu. Napięcie coraz bardziej rosło.
-zrób to-szepnęłam. Uśmiechnął się jakby czekał na moje słowa.
-jak sobie życzysz kochanie.-powiedział i jednym zdecydowanym ruchem wszedł we mnie do końca mnie wypełniając. Poruszał się bardzo szybko, szybko zbliżając nas do szczytu. Łóżko wydawało dźwięki z każdym mocnym ruchem bioder. Kris uniósł moją nogę kładąc ją sobie na talii dając sobie większe pole do manewru. Wchodził we mnie jeszcze głębiej. Kilka ruchów i oboje doszliśmy z głośnym jękiem. Kris opadł bez sił obok mnie wtulając się w moje ciało. Nagle łóżko z jednym trzaskiem zapadło się pod nami. Kurwa. Leżeliśmy nadzy na połamanym łóżku z poplamionym naszym podnoeceniem materacem trzęsąc się ze śmiechu. Mimo wszystko było warto ;)

niedziela, 21 grudnia 2014

Kris-tmas time ❄️ #1

Mimo pierwszego dnia zimy ulice wciaż nie były pokryte białym puchem. Co to za święta bez śniegu ?! Szłam ulicą słuchając muzyki. Spacer z psem to coś co lubię ale tylko wiosną. Dzisiaj jest wyjątkowo zimno i czuję jakby ręcę przymarzały mi do smyczy.
-idziemy już, Mia.-pociągnęłam psa lekko w stronę domu. Nagle zauważyłam zakapturzonego faceta idącego z naprzeciwka. W takich sytuacjach w mojej głowie pojawia się mnóstwo dziwnych myśli. Może to jakiś bezdomny albo pijak który się do mnie przyczepi ? Od razu przyśpieszyłam kroku aby jak najszybciej wyminąć nieznajomego. Wlepiłam wzrok w ziemię i z psem u nogi szłam przed siebie. Oczywiście okrutny los zawsze płata figle i mój pozornie grzeczny pies zaczął ujadać na chłopaka, który równie wyrwany z zamyśleń jak ja aż odskoczył na bok z przerażenia. 
-Mia spokój! Chodź tu.-pociągnęłam ją bliżej siebie. W końcu przestała warczeć i uspokoiła się. Przestraszony chłopak stał ciągle przyglądając się sytuacji.
-umm przepraszam.-mruknęłam do niego. Chciałam już odejść gdy się odezwał tym swoim idealnie niskim głosem. Ściągnął kaptur a ja od razu rozpoznałam jego twarz. Omg.
-nie szkodzi. Tak w ogóle jestem Kris. Mieszkamy w jednej klatce tak ?-wyciągnął rękę którą ochoczo zcisnęłam
-Chyba tak. Haha. Jestem Ula.-oczywiście że wiedziałam gdzie mieszka. Blok. Klatka. Piętro. Numer mieszkania. Biografia. Nie dałam po sobie tego poznać. Kochałam się w nim od ponad roku i marzyłam o momencie kiedy na mnie przynajmniej spojrzy.
-miło mi było poznać. Haha. Do zobaczenia.
-mi również. Pa.-odwzajemniłam jego uśmiech i każde z nas odeszło w swoją stronę. Z kamienną twarzą doszłam do klatki a gdy drzwi się za mną zatrzasnęły pisnęłam ze szcześcia.

Następnego dnia

Spakowałam plecak i wyszłam na pobliską siłownię. Mama zrobiła mi prezent i kupiła mi karnet. Moje nowe postanowienie czas zacząć. Zawsze marzyłam o idealnej sylwetce chociaż itak nie mam na co narzekać. Strasznie się cieszyłam, chociaż teraz mam lekki stresik. Miałam iść z Wiktorią ale coś jej wypadło. No cóż. Weszłam do budynku i od razu podeszła do mnie miła pani z recepcji. Wyjaśniła mi co i jak. Podziękowałam i poszłam do szatni. Ułożyłam ciuchy w szafce i już przebrana weszłam na salę ćwiczeń. Naszczęście było mało ludzi. Weszłam na wolną bierznię i zaczęłam od wolnego truchtu stopniowo zwiększając prędkość. Niespodziewanie w lustrze dostrzegłam znajomego chłopaka. W jedym czasie zauważyliśmy swoją obecność. Kris pomachał do mnie, ja oczywiście odwazwajemniłam jego gest i zrozumiałam że nie jest sam. Dwoje chłopaków przyglądało się mi przez co czułam się niekomfortowo. Udawałam że na nich nie patrze chociaż co chwila ukradkiem zerkałam na idealną twarz Krisa. Po godzinie czasu uznałam, że  powinnam się zbierać. Ostatni raz spojrzałam w stronę chłopaków ale ich już nie było. Rozczarowana ? Troszkę.

W szatni było pusto. Bez skrępowania zdjęłam przepoconą koszulkę i sportowe legginsy. Gdy stałam w samej bieliźnie drzwi szatni otworzyły się cicho a w nich pojawił się nie kto inny jak Kris. Stał bez słowa skanując moje pół nagie ciało. Nie wiedziałam czy powinnam zacząć się szybko ubierać czy zasłaniać. Nagle szybkim krokiem podszedł do mnie i wpił się w moje usta. To było zupełnie nieprzewidywalne. Odsunął się na moment i wyszeptał mi do ucha "nie mogłem przestać o tobie myśleć". Jego dłonie błądziły po moim ciele dotykając każdy odkryty kawałek. O dziwo nie czułam skrępowania czy wstydu. Przy nim czułam się poprostu dobrze. Pocałował mnie na nowo i tym razem zachłanniej odwzajemniłam pocałunek. Nasze języki się złączyły, było tak dobrze że po moich plecach przebiegł dreszcz. Całował zajebiście. Po chwili jego ręce dotarły do zapięcia mojego stanika. Odpiął go i odrzucił gdzieś na ziemię w nieznanym kierunku. Nie pozostałam mu dłużna i wsunęłam mu palce pod bluzkę ściągając ją. Jego usta odnalazły moje piersi. Od razu zaczął je całować. Jęknęłam głośno i wsunęłam mu palce we włosy delikatnie ciągnąc za końce. Składał pocałunki na mojej szyi tak jakby bał się że zaraz zniknę. To wszystko było takie niesamowite że aż nierealne. Przeniosłam swoje ręce na przód jego spodni. Spojrzał na mnie, kiedy odpinałam pasek. Głośne oddechy wydobywały się z jego ust. Czułam już jak jego penis jest twardy i nieprzyjemnie naciska na wnętrze spodni. Nie potrzebowaliśmy gry wstępnej. Byliśmy gotowi już od dawna. Spragnieni swojej bliskości. Zsunął do końca spodnie a jego kolega robił się coraz bardziej twardy, prawie nie mieścił się w ciasnych bokserkach.
-kurwa, nie wierzę w to co ze mną robisz.-wychrypiał. Ściągnął moje majtki, rzucając je za siebie. Byliśmy już całkowicie nadzy. Owinął sobie moje nogi naokoło bioder usadawiając mnie na ławce. Przeniosłam ręce na jego kark przyciągając go jeszcze bliżej. Pzycisnął swoje usta do moich, gdy wszedł we mnie jednym ruchem, umieszczając we mnie całe dwadzieścia cm. Moje ścinki stopniowo przystosowywały się do jego rozmiaru. 
-mmm tak cholernie ciasna-szepnął. Szybko wszedł we mnie jeszcze głębiej. Nogi ławki zapiszczały na podłodze, przesuwając się w o kilka centymetrów. Unormował swoje tępo, pieprząc mnie mocno i szybko. Nie powstrzymywałam się od jęczenia, tak samo jak Kris. Zaczęłam dotykać jego pleców, pieszcząc go przy tym. Ławka znowu przesunął się o kilka centymetrów. Poruszał się bardzo szybko. Idealnie. Nasze jęki mieszały się za każdym razem, gdy jego penis był głęboko we mnie. Nagle jego ręka sięgnęła do mojej łechtaczki, doprowadzając mnie do szaleństwa. Pchnął biodrami ostro zawisając nade mną. Chwycił moje nogi i ponownie zanurzył się w mojej szparce cały, wchodząc w nią bezlitośnie. Krzyknęłam i czułam jak moja pochwa zaczęła się zaciskać na jego penisie. Byliśmy już bardzo blisko. Ostatnie pchnięcia i doszliśmy w jednym momencie a nasze soki złączyły się w jedność. Czerwone policzki Krisa, zamknięte oczy i rozchylone wargi to coś czego nie zapomnę do końca życia. Trwaliśmy w tym stanie jeszcze kilka minut po czym delikatnie wysunął się ze mnie. Bez niego czułam się pusta. Był jak narkotyk. Wsunął język do moich ust i czule pocałował mnie ten ostatni raz.

Cdn