czwartek, 24 kwietnia 2014

Out of town boy #8

Obudzilam sie z krzykiem. Naszczescie poczulam owiniete wokol mojej talii rece Bradleya. Od razu bylo mi lepiej i zly sen odlecial w niepamiec. Mimo ze mialam do niego uraze to wciaz go kochalam. Teraz wiem ze nawet o takich rzeczach musze sama pamietac. Za chwile Brad obudzil sie z bolem glowy... kac. Dalam mu aspiryne i odprowadzilam do windy. Pocalowal mnie na pozegnanie i odjechal. Odwrocilam sie by isc do domu gdy nagle na kogos wpadlam... a raczej ten ktos wpadl na mnie. Nie widzialam go wczesniej. Blondyn ktory wpatrywal we mnie swoje piekne oczy nie odezwal sie nic. Niesmialy pomyslalam. 
-Yyy jestem Kristoff.-powiedzial wyciagajac do mnie reke
-Jade. Chyba niedawno sie wprowadziles huh?
-Tak. Nikogo tu nie znam.
-No to teraz znasz mnie.-zasmialam sie
-Tak, przepraszam ze na ciebie wpadlem. Niezdara ze mnie.-takze sie zasmial. Bardzo lekko nam sie gadalo ale jednak zostawilam otwarte drzwi i psa w domu. Az dziwne ze jeszcze nie wylecial. 
-Nic sie nie stalo. Musze leciec. Czesc-rzeklam i cofalam sie w strone drzwi.
-Okej... A co powiesz na male latte jako rozpoczecie naszego sasiedztwa?
-Yhm. Chetnie. Zgadamy sie jeszcze.
-Bede czekal. Pa Jade.- i tak oto bylam umowiona z nowym sasiadem, ktory byl tez niezle przystojny. Zadzwonilam do Mer i od razu wszystko jej opowiedzialam. Obejzalam sie za siebie i zobaczylam Brada. Az podskoczylam z zaskoczenia.
-Poczekaj Mer.-szepnelam do telefonu i odlozylam go na polke.
-Przestraszyles mnie. Co tu robisz?
-Zapomnialem okularow.-powiedzial i zaraz znalazl je lezace gdzies na lozku.
Nagle na moje nieszczescie z telefonu rozlegly sie slowa Mer. Najwidoczniej przez przypadek wlaczylam glosnik.
-Jade. Nie wymigasz sie. Opowiadaj o tym ciachu i tej przyszlej kawie.-szybko zlapalsm za komorke i zmrozlaczylsm sie. Niestety Brad uslyszal wystarczajaco. Stal jak zamurowany. Za chwile szybko do mnie podszedl i mocno przywarl swoje usta do moich lapiac mnie i przyciagajac mocniej do siebie.
-Nie pojdziesz na zadne spotkanie.-jeknelam w odpowiedzi a on skorzystal z okazji i wsunal mi jezyk do ust. Momentalnie oddalam pocalunek poglebiajac go. Oboje tego chcielismy. To co bylo niesamowite w naszym zwiazku to to ze nigdy nie mielismy siebie dosyc. Wyciągnął ręce i brutalnie przyciągnął mnie jeszcze bardziej do siebie, po czym rzucił na łóżko, wgniatając mnie swoim ciałem w materac. Pozadanie bylo czuc w powietrzu. Brad skladal pojedyncze pocalunki na mojej szyi. Kolanem rozsunął moje nogi i usadowił się między nimi. Usta Bradleya pachniały miętową gumą do życia. Jego dłonie odnalazły moje pośladki, po czym ścisnął je i uniósł lekko ku górze. Krocze chlopaka ocierało się o moja kobiecość. Nim się zorientowałam, zrzucił z siebie koszulkę i odrzucił ją na bok. Wydęłam usta, by wyglądać na smutną. Naprawdę pragnęłam zrobić to za niego. Następnie chwycił wolną dłonią za krańce mojej bluzkii jednym zwinnym ruchem, pozbawił ją materiału. Nie czekał ani chwili i to samo uczynił z obcisłymi jeansami. Lezalam juz przed nim tylko w bieliznie i czulam jak pozera mnie wzrokiem. Z każdą kolejną sekundą jego kolega w spodniach stawał się coraz twardszy. Nie mógł dłużej wytrzymać. Powoli rozpielam guzik i rozporek jego spodni, powodując, że osunęły się, aż do kostek. Rozszerzyłam nogi, dając brunetowi lepszy dostęp. Ręką sunęłam wzdłuż wybrzuszenia na spodniach Bradleya i uśmiechnęłam się triumfalnie.
-Kurwa- syknął i w ułamku sekundy zsunął ze mnie majtki. Nawet się nie krępowałam. Zdawalam sobie sprawe ze Brad widzial mnie juz w najrozniejszych sytuacjach. Później wyciągnął z bokserek swojego naprężonego członka. Chwycił mnie za ramiona i wybrał odpowiedni miejsce. A później... jęknęłam cicho, kiedy wsunął do środka zaledwie czubek, a później przedzierał się coraz głębiej i głębiej. Z początku poruszał się powoli tak, aby nie sprawić mi bólu, jednak z czasem zapomniał o tym i przyśpieszył przez co moje biodra zaczęły lekko podskakiwać. Nachylił się i pocałował mnie namiętnie. Pojękiwalismy coraz głośniej, przy następnych pchnięciach. Powoli czulam jak moje wewnetrzne ścianki  zaciskały się na członku chlopaka. Bradley oblizał szybko usta. Na czole chłopaka pojawiły się kropelki potu. Dyszał ciężko. Czułam jak członek Brada wypełnia mnie całkowicie. Bradley wciąż poruszał się gwałtownie i kołysał, nie przestając obdarowywać mojej szyi  mokrymi pocałunkami. Zdawałam sobie sprawę z tego, że dłużej nie wytrzyma. Mimo woli wbiłam paznokcie w plecy partnera i zjechałam nimi w dół. W ten sposób, pozostawiłam pewnie po sobie czerwone ślady. Nie wiele wystarczyło, aby Bradley doszedł. Pchnął ostatni raz, z całej siły jaką w sobie zebrał. Mięśnie rąk zastygły w bezruchu, prężąc się, aby utrzymać jego ciężar. Poczułam przyjemne uczucie, rozchodzące się po jej podbrzuszu. Świat zaczął wirować przede mna, a odgłosy zdawały się dochodzić, jakby ze studni. Bradley opadł tuż obok mnie, z powrotem naciągając majtki na tyłek. Wyszczerzył zęby w triumfalnym uśmiechu, nawet się nie odzywając. Słychać było tylko jego ciężki oddech. Chcial udowodnic po raz setny swoja milosc do mnie i zmusic mnie zebym zapomniala o tamtym chlopaku. Ale czy nie wolno mi sie z kims spotkac na kawe? ;)

CDN.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Troubles in paradise #7

Po tym jak Viktoria zabrala kotka nasza noc sie nieskonczyla. Bradley poszedl do domu ale w stodku nocy znowu zlozyl mi wizyte mowiac ze "ma na mnie ochote". Bylo goraco. Po dzikim stosunku wtulilismy sie w siebie i odpoczywalismu. Probowalam nas przykryc koldra gdy przez przypadek otarlam sie o ciagle stojacego czlonka chlopaka... na ktorym nie bylo nic.
-Nie uzywales prezerwatywy?!-krzyknelam szeptem w obawie przed obudzeniem rodzicow ktorzy spali w pokoju obok. 
-Oh daj spokoj Jade... Zreszta mowilem ci zebys przeszla na proszki.-byl tym niewzruszony. Nie moglam teraz zajsc w ciaze. Rodzina, szkola, przyszlosc.. wszystko by sie posypalo. Nie zauwazylam kiedy lzy splywaly po moich policzkach.
Jedna
Siedem
Wodospad
Bradley zasnal a ja siedzialam na podlodze rozmyslajac o moim dalszym losie. Ubralam sie i szybko znalazlam sie u lekarza. Byl czynny 24/7 a ja nie moglam dluzej siedziec bezczynnie. Zrobilam badanie i lekarz za niecale pol h mial juz wyniki. Normalnie nie dzieje sie to tak szybko ale widocznie zauwazyl jak bardzo zdesperowana jestem. 
-Mam zle wiesci...-zaczal
-Prosze mi powiedziec, chce znac prawde.
-Nie jest Pani w ciazy.-stwierdzil na co ja mimowolnie sie usmiechnelam.
-Ale to nie wszystko-kontynuowal-jest Pani bezplodna. Przykro mi. Dowidzenia.- powiedzial i odszedl. Nie bede miala dzieci... To straszne. Z jednej strony ciesze sie ze nie jestem w ciazy ale z drugiej nigdy nie poczuje jak to jest byc matka. Toczac bitwe z wlasnymi myslami wrocilam do domu. Po cichu polozylam sie obok Bradleya i po jakims czasie przyszedl sen...
Oslepiajace swiatlo. Otworzylam oczy i zobaczylam ze jestem w szpitalu... Na lozku operacyjnym. Jestem cala zakrwawiona. Z przerazenia z moich ust wydostal sie krzyk. Po chwili do sali weszla pielegniarka trzymajac w rekach zakrwawione szmaty a w nich...dziecko. Polozyla mi je na klatce piersiowej i odeszla. Spojrzalam na dziecko, nie wyczowalam zadnego ruchu. 
Bylo martwe.

piątek, 18 kwietnia 2014

Baby sitting #6

Ah. nie ma to jak wiosna. Z dnia na dzien jest coraz cieplej i wszystko wydaje sie piekniejsze. Wrocilam do domu po codziennych zakupach. Oczywiscie Bradley pomogl mi wniesc torebki na gore... mimo ze itak mam winde. Ostatnio nie odstepuje ode mnie kroku. Mowi sie ze jak mezczyzna jest za mily to napewno jest cos nie tak, ale ja mam nadzieje ze ten stan nie minie. Kocham jego obecnosc i nie moge wytrzymac dnia chocby nie myslac o nim. Rozpakowalam zakupy i poszlam wziac prysznic. W telewizji leciala jakas komedia romantycza. Zrobilam sobie popcorn i ogladalam film z psem na kolanach. Nagle zadzwonil telefon.  
-Slucham?
-Hej Jade. Tu Vika. Mam wielka prosbe. Matt strasznie sie rozchorowal. Misimy pojecham do szpitala, ale nie mamy z kim zostawic maluszka. Pomozesz?-blagala mnie przez telefon moja stara przyjaciolka Viktoria. oczywiscie zgodzilam sie na pomoc w opiece dziecka... mimo iz nawet noe wiedzialam ze ma dziecko. No coz w ostatnich miesiacach mialam inne sprawy na glowie. Oczywiscie ta inna sprawa zawsze byl Bradley. Umowilysmy sie za godzine na opieke tym jej maluszkiem. 
Po zakonczeniu rozmowy od razu zadzwonilam do Brada. Poczatkowo nie chcial sie zgodzic na "zabawe w nianke" bo nie przepada za dziecmi ale ostatecznie sie zgodzil. 
*godzine pozniej*
Czekalismy z Bradleyem na przyjscie Victorii az w koncu zadzwonil dzwonek do drzwi. Szybko otworzylam i przywitalam sie z Vika. Najdziwniejsze bylo to ze nie trzymala dziecka tylko jakas klatke. Moze ma dziwne metody wychowawcze, ale zeby trzymac dziecko w klatce ? Nie wnikam. Viktoria szybko podala mi klatke i pozegnala sie zostawiajac mnie sama przed drzwiami z dzieckiem. Zajzalam do klatki a tam... KOT. Zaczelam sie glosno smiac. Poglaskalam maluszka i poszlam przedstamic go Bradleyowi. Mial taki sam  ubaw z calej sytuacji jak ja.
-No widzisz a tak sie bales opiekowac maluszkiem-smialam sie
-Takim maluszkiem to ja moge codziennie... A tak w ogole to skoro mamy teraz czas tylko dla siebie...-zaczal. Od razu wiedzialam o co chodzi. Caly Braddy. Tylko jedno mu w glowie. Podszedl do mnie i wzial ode mnie klatke wypuszczajac kotka. Podszedl blizej i od razu wpil sie w moje usta. Polozyl mi dlonie na talii. Gęsia skórka pojawia się na mojej skórze, gdy koniuszkami palców przesuwal w dół moich ramion. Owinal palce wokół moich ramion z większą siłą, kiedy kierowal mnie na kanape w salonie. usiadl i posadzil mnie na sobie. Pocieral o mnie biodrami tak ze wyczulam rosnace podniecenie w jego spodniach. Jego dlugie palce przesuwają się, by odpiąć biustonosz, gdy ssie skórę mojej szyi, po czym kładzie mnie na wolne miejsce na kanapie. Ściągam jego spodnie i bokserki, zaraz po tym on pozbywa sie reszty moich ubran. Zdejmuje mu koszulke i podziwiam widok jego pieknych miesni. Brad siega do lezacych na podlodze spodni i wyciąga prezerwatywe z portfela. Zalozyl ja a ja udawalam ze nie patrze. Od razu przyciągnal mnie do siebie, wplatając palce w moje włosy i przyciskając usta do moich warg. Gdy opuscil mnie na siebie, obydwoje wzdychamy. Zaczelam natuchmiast zakreślac koła swoimi biodrami chcac i mu sprawic przyjemnosc.
- Mmhmm... - jęczy.
Odczytuję to jako znak, by przyspieszyć tempo. Ręce chlopaka spoczywają na moich plecach i przyciąga mnie blisko siebie tak, że nasze klatki piersiowe się stykają. Gdy unoszę biodra, w odpowiedzi porusza swoimi. Uczucie to jest nie do opisania; ledwo mogę oddychać, gdy oboje poruszamy się coraz szybciej.
- Mów do mnie, Jade – błaga, wiedząc, że będe nieśmiała, ale zaraz wszedl we mnie wystarczająco ostro bym nabrala odwagi.
- Okej... - dysze, a on poruszam się coraz szybciej.
- Bradley – czuje jak moj głos drży, probuje się uspokoić. Brad nakręca mnie jeszcze bardziej.
Nacisk zaczyna budować się w moim brzuchu.
- Tak mi z tobą dobrze – zdobywam się na odwagę.
-Kurwa...-jeknal.
- Już skomlesz, a jeszcze nawet nie zdążyłam nic powiedzieć – zasmialam sie.
Moje ciało dygocze i sztywnieje. Oboje dyszymy glosno. Kilka pchniec i czuje jak Brad tez dochodzi.
Pukanie do drzwi sprowadza nas obydwoje na ziemię, z naszego stanu po orgazmie. Pewnie Viktoria wrocila wczesniej po maluszka. Szybko chwycilam za swoją bluzkę, która leżala na ziemi i zaczelam sie ubierac. Bradley tez.
- Proszę chwilę poczekać – wołam w stronę drzwi, a pukanie ustaje. Brad zapala świeczkę zapachową i zaczyna układać ozdobne poduszki na naszej kanapie.
- O co chodzi z tą świeczką? - pytam go.
Zmierzam w stronę drzwi wejściowych.
- Czuć seks w powietrzu – mówi szeptem, pomimo faktu, że nikt nie może nas usłyszeć. Ten chlopak nigdy nie przestanie mnie zaskakiwac.