-Nie uzywales prezerwatywy?!-krzyknelam szeptem w obawie przed obudzeniem rodzicow ktorzy spali w pokoju obok.
-Oh daj spokoj Jade... Zreszta mowilem ci zebys przeszla na proszki.-byl tym niewzruszony. Nie moglam teraz zajsc w ciaze. Rodzina, szkola, przyszlosc.. wszystko by sie posypalo. Nie zauwazylam kiedy lzy splywaly po moich policzkach.
Jedna
Siedem
Wodospad
Bradley zasnal a ja siedzialam na podlodze rozmyslajac o moim dalszym losie. Ubralam sie i szybko znalazlam sie u lekarza. Byl czynny 24/7 a ja nie moglam dluzej siedziec bezczynnie. Zrobilam badanie i lekarz za niecale pol h mial juz wyniki. Normalnie nie dzieje sie to tak szybko ale widocznie zauwazyl jak bardzo zdesperowana jestem.
-Mam zle wiesci...-zaczal
-Prosze mi powiedziec, chce znac prawde.
-Nie jest Pani w ciazy.-stwierdzil na co ja mimowolnie sie usmiechnelam.
-Ale to nie wszystko-kontynuowal-jest Pani bezplodna. Przykro mi. Dowidzenia.- powiedzial i odszedl. Nie bede miala dzieci... To straszne. Z jednej strony ciesze sie ze nie jestem w ciazy ale z drugiej nigdy nie poczuje jak to jest byc matka. Toczac bitwe z wlasnymi myslami wrocilam do domu. Po cichu polozylam sie obok Bradleya i po jakims czasie przyszedl sen...
Oslepiajace swiatlo. Otworzylam oczy i zobaczylam ze jestem w szpitalu... Na lozku operacyjnym. Jestem cala zakrwawiona. Z przerazenia z moich ust wydostal sie krzyk. Po chwili do sali weszla pielegniarka trzymajac w rekach zakrwawione szmaty a w nich...dziecko. Polozyla mi je na klatce piersiowej i odeszla. Spojrzalam na dziecko, nie wyczowalam zadnego ruchu.
Bylo martwe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz