piątek, 9 maja 2014

I carry the weigh of you #10

Yeah, we can find love, just like that
We can fall hard, just like that
Yeah, we could do it all, just like that

will bind your love, bind your love to me, me
I will bind your love, bind your love to me, me


Obudzilam sie rano z okropnym bolem glowy. Nie wiem czy to z nerwow czy poprostu nie wyspania ale czulam sie jak gowno. Wstalam i poszlam do kuchni po szklanke wody. Na stole zastalam kartke od rozdzicow mowiaca ze wroca pozno. Ucieszylam sie ze bede miala przynajmniej jeden dzien na odetchniecie po tym wszystkim. W mojej glowie ciagle krecil sie Kristoff. Jak on mogl tak poprostu o mnie zapomniec ?! Musze poprostu skupic sie na Bradleyu. Oh Bradley. Calkowicie o nim zapomnialam. Nie odzywal sie do mnie od dwoch dni. Dziwne. Zazwyczaj nie wytrzymal nawet kilku godzin i wysylal mi smsy. Polknelam tabletke od bolu glowy i zadzwonilam do Brada. 
Jeden sygnal
Drugi
Piaty
Nie odebral. Nie to nie. Zostawilam telefon w kuchni i wyszlam z psem. Dzisiaj nie bede zawracac sobie tym glowy. Jestem ponad to. Spacerujac zauwazylam idacego z daleka Krisa. Przyspieszylam kroku dopuki mnie nie zauwazyl zeby go nie spotkac. 
-Jade! Zaczekaj.-uslyszalam glos tuz za mna. Cholera. Odwrocilam sie i napotkalam jego piekne spojrzenie. Szybko spuscilam wzrok na ziemie unikajac jego wzroku. 
-Ymm. Czesc.
-Co u ciebie? Myslalem o tym co powiedzialas. Glupio mi ze tak sie zachowalem. Chodze na odwyk. Juz nie biore.
-Oh. To dobrze.
-Tak. Ymm. Co powiesz na kawe? Wiem ze to glupio zabrzmi ale chcialbym sobie przypomniec tamten wieczor. Pomoz mi. Nie chce cie zapomniec.-powiedzial i wzial mnie za reke pocierajac wierzch mojej dloni kciukiem. Zatkalo mnie. To bylo bardzo mile. Potrzebowalam tego, szczegolnie dzis kiedy Brad mnie ignoruje i nie wiem dlaczego.
-Okej. Czemu nie...-usmiechalam sie delikatnie na co on ukalaz szereg swoich bialych zebow. 

Trzy godziny pozniej
Poprawialam ostatnie szczegoly w moim wygladzie czekajac na Kristoffa. Zadzwonil dzwonek. Powitalam chlopaka cieplym usmiechem i kwadrans pozniej bylismy juz w przytulnej kawiarni zajmujac miejsca. Gdy chcialam usiasc Kris odsunal mi krzeslo i wzial odemnie kurtke.
-Oh jaki gentelmen.-zazartowalam. Rozluznilismy sie i rozmowa przebiegala bardzo lekko, przyjemnie. Nagle zauwazylam nikogo innego jak Bradleya wchodzacego z jakas dziewczyna. Zajeli stolik w innej czesci kawiarni gdzie moglam ich spokojnie obserwowac niezauwazona. Bradley przysunal sie do dziewczyny i zaraz jego reka wyladowala na jej udzie. Brunetka zasmiala sie glupawo i pocalowala go. Suka. On oczywiscie odwzajemnil go. Nie moge zliczyc jak dlugo sie calowali ale czulam jakby to byla wiecznosc. Nie moge dluzej ba to patrzec.
-Ymm. Kris?
-Tak?
-Przepraszam cie ale zle sie czuje. Odwieziesz mnie do domu?
-Jasne. Chodz.-podal mi kurtke i wzial za reke. Emanujace od niego cieplo w pewnym sensie dodawalo mi otuchy. Ostatni raz spojrzalam na Bradleya a ten dalej zabawial sie z panienka. Teraz juz wiem czym byl taki zajety przez ostatnie dwa dni. Robilam wszystko zeby nie plakac. Na zewnatrz smialam sie z zartow Krisa ale w srodku kipialam ze zlosci. Kristoff odprowadzil mnie pod same drzwi.
-Przepraszam cie ze tak wyszlo.
-Nie ma za co. Mam nadzieje ze spotkamy sie jeszcze kiedys.
-Tak, jasne.-usmiechnelam sie a chlopak szybko przysunal sie do mnie. Udarzylam lekko plecami o drzwi a Kris ulokowal swoje rece po obu stronach mojego ciala i przywarl do mnie swoimi ustami. Szybko wsunal mi jezyk a ja cichutko pojekiwalam na te doznania. Calowal tak dobrze... ale to nie byl Brad. Stop! Misze to przerwac. Szybko odsunelam sie od niego odpychajac go od siebie. W jego oczach widnialo przerazenie.
-Zrobilem cos nie tak? Jesli tak to przeprasz...-zaczal sie tlumaczyc ale przerwalam mu
-Nie, nie. To moja wina. Przepraszam cie sle nic z tego nie bedzie.-powiedzialam szorstkim tonem i weszlam do mnieszkania zatrzaskujac drzwi. Wyjelam komorke i napisalam do Bradleya krotkiego smsa, bo wiedzialam ze jak zadzwonie to itak nie odbierze.

DO: Brad 
Widzialam was. To koniec

CDN.

poniedziałek, 5 maja 2014

Crazy shit #9

Spotkam sie z nim! Napisalam do niego jeszcze tego samego dnia a moj sasiad od razu odpisal. Umowilismy sie do jakiegos klubu na drinka. Zalozylam przewiewna czarna sukienke i pasujace szpilki. Wlosy lekko podkrecilsm i zrobilam makijaz szczegolnie podkreslajac oczy oraz usta. Kolor szminki idealnie pasowal do moich wybielonych zebow. Bradleyowi powiedzialam ze ide z Mer. Nie chcialam zeby byl zazdrosny, a ja chcialam zaprzyjaznic sie z moim nowym sasiadem. Gdy na osi widniala 20 bylam juz w klubie. 
-Hej Jade.-uslyszalam z tylu glos chlopaka i poczulam jego rece na mojej talii.
-Hej Kristoff.-odwrocilam sie do niego przodem i pocalowalam go policzek na przywitanie. Obdarowal mnie pieknym usmiechem. Chwile potem zamowilismy cos do picia. Dobrze nam sie gadalo. Poznalismy sie blizej. Kris byl zabawny i czarujacy. Gdy kelner przyniusl kolejne drinki przysunal sie do mnie i odgarnal mi wlosy za ucho. Zaskoczylo mnie to troche, ale spokojnie czekalam na jego dalszy ruch.
-Co powiesz na odrobine zabawy?
-A co masz na mysli?-bylam lekko zdezorientowana. Kristoff wlozyl reke do kieszeni i za chwile wyjal z niej malutka torebke z bialym proszkiem. O kurwa.
-Ja chyba spasuje. Jutro mam wazny dzien.-moze slaba wymowka ale mialam sie spotkac z Bradem a ten zauwazyl by moje dziwnie zaczerwienione, podkrazone oczy.
-Okej. Jak chcesz. Ale chyba mi pozwolisz?-zapytal bardziej stwierdzajac i puscil mi oczko. Obejzal sie jeszcze czy nikt nie patrzy i wsypal cala zawartosc torebki do swojej szklanki po czym jednym lykiem wypil jej zawartosc. Wow. Od razu bylo widac ze zrobil sie taki "smielszy". Pociagnal mnie na parkiet i mocno przycisnal nasze ciala do siebie. Poruszalam biodrami w rytm muzyki jednoczesnie doprawadzajac go do granic. Za chwile jego reka z moich plecow powedrowala coraz nizej az w koncu wsunela sie pod material sukienki. Na szczescie bylo ciemno i tloczno wiec nikt tego nie zauwazyl. Jeknelam gdy zsunal mi majtki i wsadzil pod nie dlon drazniac moje wejscie. Jednoczesnie czulam jego erekcje na moim udzie co mnie jeszcze bardziej nakrecalo. W koncu wsadzil we mnie dwa palce doprowadzajac mnie do szalenstwa. Poruszal nimi bardzo szybko udezajac o moj czuly punkt. Nogi zrobily mi sie jak z waty i fala przyjemnosci oblala moje cialo. On tez to poczul. Wyjal ze mnie palce i mocno zlaczyl nasze usta w pocalunku. Szybko wsadzil mi jezyk do ust gladzac moje podniebienie. Nie moge stwierdzic ile czasu stalismy tak oddani pieszczotom ale ta chwila nie byla do opisania. Czulam sie zle z tym ze zdradzialam Brada. Pewnie to wina alkoholu ale nie zapomne tego. Po spedzonym wieczorze... albo nocy Kris odprowadzil mnie pod same drzwi mojego mieszkania. Oczywiscie nie obylo sie bez namietnych pocalunkow na porzegnanie. A calowac to on potrafil...

NASTEPNEGO DNIA
Wstalam dosc pozno. Glowa mnie bolala od ilosci wczoraj wypitego alkoholu i pewnie zbyt glosnej muzyki. Niestety jak co rano musialam wyjsc z psem. Ogarnelam sie i wyszlam z nim na spacer. Jechalam winda gdy dwa pietra nizej wsiadl moj sasiad.
-Hej-powiedzialam niesmialo na wspomnienie wczorajszych wydarzen.
-Yyy czy my sie znamy?-byl calkowicie zdezorientowany. Co do cholery?
-Nie wyglupiaj sie Kris.-zasmialam sie nerwowo
-Serio. Powinienem cie pamietac? 
-Jestem Jade. Spotkalismy sie wczoraj. Pamietasz?-czulam sie jak w jakims piepszonym snie.
-Sorry. To nie pierwszy raz kiedy cos mi "umknelo" po prochach. Nara.-powiedzial i wysiadl z windy gdy ta zatrzymala sie na parterze zostawiajac mnie sama z moimi myslami. Zapomnial.

czwartek, 24 kwietnia 2014

Out of town boy #8

Obudzilam sie z krzykiem. Naszczescie poczulam owiniete wokol mojej talii rece Bradleya. Od razu bylo mi lepiej i zly sen odlecial w niepamiec. Mimo ze mialam do niego uraze to wciaz go kochalam. Teraz wiem ze nawet o takich rzeczach musze sama pamietac. Za chwile Brad obudzil sie z bolem glowy... kac. Dalam mu aspiryne i odprowadzilam do windy. Pocalowal mnie na pozegnanie i odjechal. Odwrocilam sie by isc do domu gdy nagle na kogos wpadlam... a raczej ten ktos wpadl na mnie. Nie widzialam go wczesniej. Blondyn ktory wpatrywal we mnie swoje piekne oczy nie odezwal sie nic. Niesmialy pomyslalam. 
-Yyy jestem Kristoff.-powiedzial wyciagajac do mnie reke
-Jade. Chyba niedawno sie wprowadziles huh?
-Tak. Nikogo tu nie znam.
-No to teraz znasz mnie.-zasmialam sie
-Tak, przepraszam ze na ciebie wpadlem. Niezdara ze mnie.-takze sie zasmial. Bardzo lekko nam sie gadalo ale jednak zostawilam otwarte drzwi i psa w domu. Az dziwne ze jeszcze nie wylecial. 
-Nic sie nie stalo. Musze leciec. Czesc-rzeklam i cofalam sie w strone drzwi.
-Okej... A co powiesz na male latte jako rozpoczecie naszego sasiedztwa?
-Yhm. Chetnie. Zgadamy sie jeszcze.
-Bede czekal. Pa Jade.- i tak oto bylam umowiona z nowym sasiadem, ktory byl tez niezle przystojny. Zadzwonilam do Mer i od razu wszystko jej opowiedzialam. Obejzalam sie za siebie i zobaczylam Brada. Az podskoczylam z zaskoczenia.
-Poczekaj Mer.-szepnelam do telefonu i odlozylam go na polke.
-Przestraszyles mnie. Co tu robisz?
-Zapomnialem okularow.-powiedzial i zaraz znalazl je lezace gdzies na lozku.
Nagle na moje nieszczescie z telefonu rozlegly sie slowa Mer. Najwidoczniej przez przypadek wlaczylam glosnik.
-Jade. Nie wymigasz sie. Opowiadaj o tym ciachu i tej przyszlej kawie.-szybko zlapalsm za komorke i zmrozlaczylsm sie. Niestety Brad uslyszal wystarczajaco. Stal jak zamurowany. Za chwile szybko do mnie podszedl i mocno przywarl swoje usta do moich lapiac mnie i przyciagajac mocniej do siebie.
-Nie pojdziesz na zadne spotkanie.-jeknelam w odpowiedzi a on skorzystal z okazji i wsunal mi jezyk do ust. Momentalnie oddalam pocalunek poglebiajac go. Oboje tego chcielismy. To co bylo niesamowite w naszym zwiazku to to ze nigdy nie mielismy siebie dosyc. Wyciągnął ręce i brutalnie przyciągnął mnie jeszcze bardziej do siebie, po czym rzucił na łóżko, wgniatając mnie swoim ciałem w materac. Pozadanie bylo czuc w powietrzu. Brad skladal pojedyncze pocalunki na mojej szyi. Kolanem rozsunął moje nogi i usadowił się między nimi. Usta Bradleya pachniały miętową gumą do życia. Jego dłonie odnalazły moje pośladki, po czym ścisnął je i uniósł lekko ku górze. Krocze chlopaka ocierało się o moja kobiecość. Nim się zorientowałam, zrzucił z siebie koszulkę i odrzucił ją na bok. Wydęłam usta, by wyglądać na smutną. Naprawdę pragnęłam zrobić to za niego. Następnie chwycił wolną dłonią za krańce mojej bluzkii jednym zwinnym ruchem, pozbawił ją materiału. Nie czekał ani chwili i to samo uczynił z obcisłymi jeansami. Lezalam juz przed nim tylko w bieliznie i czulam jak pozera mnie wzrokiem. Z każdą kolejną sekundą jego kolega w spodniach stawał się coraz twardszy. Nie mógł dłużej wytrzymać. Powoli rozpielam guzik i rozporek jego spodni, powodując, że osunęły się, aż do kostek. Rozszerzyłam nogi, dając brunetowi lepszy dostęp. Ręką sunęłam wzdłuż wybrzuszenia na spodniach Bradleya i uśmiechnęłam się triumfalnie.
-Kurwa- syknął i w ułamku sekundy zsunął ze mnie majtki. Nawet się nie krępowałam. Zdawalam sobie sprawe ze Brad widzial mnie juz w najrozniejszych sytuacjach. Później wyciągnął z bokserek swojego naprężonego członka. Chwycił mnie za ramiona i wybrał odpowiedni miejsce. A później... jęknęłam cicho, kiedy wsunął do środka zaledwie czubek, a później przedzierał się coraz głębiej i głębiej. Z początku poruszał się powoli tak, aby nie sprawić mi bólu, jednak z czasem zapomniał o tym i przyśpieszył przez co moje biodra zaczęły lekko podskakiwać. Nachylił się i pocałował mnie namiętnie. Pojękiwalismy coraz głośniej, przy następnych pchnięciach. Powoli czulam jak moje wewnetrzne ścianki  zaciskały się na członku chlopaka. Bradley oblizał szybko usta. Na czole chłopaka pojawiły się kropelki potu. Dyszał ciężko. Czułam jak członek Brada wypełnia mnie całkowicie. Bradley wciąż poruszał się gwałtownie i kołysał, nie przestając obdarowywać mojej szyi  mokrymi pocałunkami. Zdawałam sobie sprawę z tego, że dłużej nie wytrzyma. Mimo woli wbiłam paznokcie w plecy partnera i zjechałam nimi w dół. W ten sposób, pozostawiłam pewnie po sobie czerwone ślady. Nie wiele wystarczyło, aby Bradley doszedł. Pchnął ostatni raz, z całej siły jaką w sobie zebrał. Mięśnie rąk zastygły w bezruchu, prężąc się, aby utrzymać jego ciężar. Poczułam przyjemne uczucie, rozchodzące się po jej podbrzuszu. Świat zaczął wirować przede mna, a odgłosy zdawały się dochodzić, jakby ze studni. Bradley opadł tuż obok mnie, z powrotem naciągając majtki na tyłek. Wyszczerzył zęby w triumfalnym uśmiechu, nawet się nie odzywając. Słychać było tylko jego ciężki oddech. Chcial udowodnic po raz setny swoja milosc do mnie i zmusic mnie zebym zapomniala o tamtym chlopaku. Ale czy nie wolno mi sie z kims spotkac na kawe? ;)

CDN.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Troubles in paradise #7

Po tym jak Viktoria zabrala kotka nasza noc sie nieskonczyla. Bradley poszedl do domu ale w stodku nocy znowu zlozyl mi wizyte mowiac ze "ma na mnie ochote". Bylo goraco. Po dzikim stosunku wtulilismy sie w siebie i odpoczywalismu. Probowalam nas przykryc koldra gdy przez przypadek otarlam sie o ciagle stojacego czlonka chlopaka... na ktorym nie bylo nic.
-Nie uzywales prezerwatywy?!-krzyknelam szeptem w obawie przed obudzeniem rodzicow ktorzy spali w pokoju obok. 
-Oh daj spokoj Jade... Zreszta mowilem ci zebys przeszla na proszki.-byl tym niewzruszony. Nie moglam teraz zajsc w ciaze. Rodzina, szkola, przyszlosc.. wszystko by sie posypalo. Nie zauwazylam kiedy lzy splywaly po moich policzkach.
Jedna
Siedem
Wodospad
Bradley zasnal a ja siedzialam na podlodze rozmyslajac o moim dalszym losie. Ubralam sie i szybko znalazlam sie u lekarza. Byl czynny 24/7 a ja nie moglam dluzej siedziec bezczynnie. Zrobilam badanie i lekarz za niecale pol h mial juz wyniki. Normalnie nie dzieje sie to tak szybko ale widocznie zauwazyl jak bardzo zdesperowana jestem. 
-Mam zle wiesci...-zaczal
-Prosze mi powiedziec, chce znac prawde.
-Nie jest Pani w ciazy.-stwierdzil na co ja mimowolnie sie usmiechnelam.
-Ale to nie wszystko-kontynuowal-jest Pani bezplodna. Przykro mi. Dowidzenia.- powiedzial i odszedl. Nie bede miala dzieci... To straszne. Z jednej strony ciesze sie ze nie jestem w ciazy ale z drugiej nigdy nie poczuje jak to jest byc matka. Toczac bitwe z wlasnymi myslami wrocilam do domu. Po cichu polozylam sie obok Bradleya i po jakims czasie przyszedl sen...
Oslepiajace swiatlo. Otworzylam oczy i zobaczylam ze jestem w szpitalu... Na lozku operacyjnym. Jestem cala zakrwawiona. Z przerazenia z moich ust wydostal sie krzyk. Po chwili do sali weszla pielegniarka trzymajac w rekach zakrwawione szmaty a w nich...dziecko. Polozyla mi je na klatce piersiowej i odeszla. Spojrzalam na dziecko, nie wyczowalam zadnego ruchu. 
Bylo martwe.

piątek, 18 kwietnia 2014

Baby sitting #6

Ah. nie ma to jak wiosna. Z dnia na dzien jest coraz cieplej i wszystko wydaje sie piekniejsze. Wrocilam do domu po codziennych zakupach. Oczywiscie Bradley pomogl mi wniesc torebki na gore... mimo ze itak mam winde. Ostatnio nie odstepuje ode mnie kroku. Mowi sie ze jak mezczyzna jest za mily to napewno jest cos nie tak, ale ja mam nadzieje ze ten stan nie minie. Kocham jego obecnosc i nie moge wytrzymac dnia chocby nie myslac o nim. Rozpakowalam zakupy i poszlam wziac prysznic. W telewizji leciala jakas komedia romantycza. Zrobilam sobie popcorn i ogladalam film z psem na kolanach. Nagle zadzwonil telefon.  
-Slucham?
-Hej Jade. Tu Vika. Mam wielka prosbe. Matt strasznie sie rozchorowal. Misimy pojecham do szpitala, ale nie mamy z kim zostawic maluszka. Pomozesz?-blagala mnie przez telefon moja stara przyjaciolka Viktoria. oczywiscie zgodzilam sie na pomoc w opiece dziecka... mimo iz nawet noe wiedzialam ze ma dziecko. No coz w ostatnich miesiacach mialam inne sprawy na glowie. Oczywiscie ta inna sprawa zawsze byl Bradley. Umowilysmy sie za godzine na opieke tym jej maluszkiem. 
Po zakonczeniu rozmowy od razu zadzwonilam do Brada. Poczatkowo nie chcial sie zgodzic na "zabawe w nianke" bo nie przepada za dziecmi ale ostatecznie sie zgodzil. 
*godzine pozniej*
Czekalismy z Bradleyem na przyjscie Victorii az w koncu zadzwonil dzwonek do drzwi. Szybko otworzylam i przywitalam sie z Vika. Najdziwniejsze bylo to ze nie trzymala dziecka tylko jakas klatke. Moze ma dziwne metody wychowawcze, ale zeby trzymac dziecko w klatce ? Nie wnikam. Viktoria szybko podala mi klatke i pozegnala sie zostawiajac mnie sama przed drzwiami z dzieckiem. Zajzalam do klatki a tam... KOT. Zaczelam sie glosno smiac. Poglaskalam maluszka i poszlam przedstamic go Bradleyowi. Mial taki sam  ubaw z calej sytuacji jak ja.
-No widzisz a tak sie bales opiekowac maluszkiem-smialam sie
-Takim maluszkiem to ja moge codziennie... A tak w ogole to skoro mamy teraz czas tylko dla siebie...-zaczal. Od razu wiedzialam o co chodzi. Caly Braddy. Tylko jedno mu w glowie. Podszedl do mnie i wzial ode mnie klatke wypuszczajac kotka. Podszedl blizej i od razu wpil sie w moje usta. Polozyl mi dlonie na talii. Gęsia skórka pojawia się na mojej skórze, gdy koniuszkami palców przesuwal w dół moich ramion. Owinal palce wokół moich ramion z większą siłą, kiedy kierowal mnie na kanape w salonie. usiadl i posadzil mnie na sobie. Pocieral o mnie biodrami tak ze wyczulam rosnace podniecenie w jego spodniach. Jego dlugie palce przesuwają się, by odpiąć biustonosz, gdy ssie skórę mojej szyi, po czym kładzie mnie na wolne miejsce na kanapie. Ściągam jego spodnie i bokserki, zaraz po tym on pozbywa sie reszty moich ubran. Zdejmuje mu koszulke i podziwiam widok jego pieknych miesni. Brad siega do lezacych na podlodze spodni i wyciąga prezerwatywe z portfela. Zalozyl ja a ja udawalam ze nie patrze. Od razu przyciągnal mnie do siebie, wplatając palce w moje włosy i przyciskając usta do moich warg. Gdy opuscil mnie na siebie, obydwoje wzdychamy. Zaczelam natuchmiast zakreślac koła swoimi biodrami chcac i mu sprawic przyjemnosc.
- Mmhmm... - jęczy.
Odczytuję to jako znak, by przyspieszyć tempo. Ręce chlopaka spoczywają na moich plecach i przyciąga mnie blisko siebie tak, że nasze klatki piersiowe się stykają. Gdy unoszę biodra, w odpowiedzi porusza swoimi. Uczucie to jest nie do opisania; ledwo mogę oddychać, gdy oboje poruszamy się coraz szybciej.
- Mów do mnie, Jade – błaga, wiedząc, że będe nieśmiała, ale zaraz wszedl we mnie wystarczająco ostro bym nabrala odwagi.
- Okej... - dysze, a on poruszam się coraz szybciej.
- Bradley – czuje jak moj głos drży, probuje się uspokoić. Brad nakręca mnie jeszcze bardziej.
Nacisk zaczyna budować się w moim brzuchu.
- Tak mi z tobą dobrze – zdobywam się na odwagę.
-Kurwa...-jeknal.
- Już skomlesz, a jeszcze nawet nie zdążyłam nic powiedzieć – zasmialam sie.
Moje ciało dygocze i sztywnieje. Oboje dyszymy glosno. Kilka pchniec i czuje jak Brad tez dochodzi.
Pukanie do drzwi sprowadza nas obydwoje na ziemię, z naszego stanu po orgazmie. Pewnie Viktoria wrocila wczesniej po maluszka. Szybko chwycilam za swoją bluzkę, która leżala na ziemi i zaczelam sie ubierac. Bradley tez.
- Proszę chwilę poczekać – wołam w stronę drzwi, a pukanie ustaje. Brad zapala świeczkę zapachową i zaczyna układać ozdobne poduszki na naszej kanapie.
- O co chodzi z tą świeczką? - pytam go.
Zmierzam w stronę drzwi wejściowych.
- Czuć seks w powietrzu – mówi szeptem, pomimo faktu, że nikt nie może nas usłyszeć. Ten chlopak nigdy nie przestanie mnie zaskakiwac.

sobota, 29 marca 2014

The way back home #5

Dni mijały bardzo szybko. Byłam szczęśliwa chociaż ciągle coś musiało mnie dręczyc. Mieszkałam u Bradleya. Czułam sie z tym zle bo nie chcialam zeby mnie utrzymywal. Dobrze dogadywalam sie z jego rodzina i z czasem stala mi sie rownie bliska jak moja.
Zblizaly sie swieta. Wielkanoc to nie jest to co kocham ale przynajmniej byl tydzien wolny od szkoly. Nie rozmawialismy jeszcze o tym jak je spedzimy ale chcialam go przekonac aby pojsc na swiateczny obiad do moich rodzicow.
*tydzien pozniej*
-Jade, spoznimy sie!-wolal Brad. Podkrecilam ostatnie pasmo wlosow i po godzinie wyszlam z lazienki. Zrobilam delikatny makijaz i zalozylam zwiewna sukienke w stokrotki.
DING DONG
-Jade, kochanie. Tesknilismy.-stalismy z Bradleyem u drzwi moich rodzicow, gdy mama otworzyla i szybko mnie przytulila. Stesknilam sie za nia i tata.
-Witaj Jame...-zaczela lecz zorientowala sie ze to nie James ze mna przyszedl. Zapomnialam ja uprzedzic ze teraz jestem z kims innym. Widzialam zlosc w oczach Bradleya gdy tylko uslyszal imie mojego bylego chlopaka. Byl zazdrosny i to bardzo. W pewnym sensie mialam z tego satysfakcję,  ze jestem dla niego wazna. Nie chce go starcic. Nigdy.
Obiad mijal w strasznie wolnym tempie. Przy zyciu utrzymywaly mnie chyba te dwie lampki niskoprocentowego wina ktore wypilismy na poczatek. Ciotki i wujkowie rozmawiali ze soba. Rodzice próbowali nawiazac jakis temat ale na prozno. Bylo zupelnie inaczej niz z Jamesam ktory byl raczej dusza towarzystwa. Rodzice go uwielbiali a tymczasem przyprowadzilam do domu zupelnie obca osobe. Cokolwiek.
-Chodzmy.-Bradley szepnal mi do ucha starając się aby nikt tego nie zauważył.
-Ale wszyscy...-jeknelam. Nie odpowiedzial. Zamiast tego wzial mnie za reke i prowadzil mnie przez pokoj z dala od gosci.
-Cos nie tak ?-pytam, kiedy zamyka drzwi od sypialni na klucz.
-Pragne cie-mowi mrocznie po czym sciaga swoja marynarke . Oh
Podszedl do mnie i lapie mnie za nadgrarstki, podnoszac je nastepnie nad moja glowe. Chwytam go za kołnierz a on przyciska swoje biodra do moich,  juz odczuwam jego twardosc. Kiedy przywiera do mnie ustami jego cieply jezyk bladzi po mojej dolnej wardze. W przeciagu kilku sekund siega do portfela po foliowa paczuszke.
-Dobrze byloby gdybys przeniosla sie na pigulki. Chce cie naprawde poczuc.-zasmial sie swoim ochryplym glosem. Sprawia ze moje cialo pragnie go jeszcze bardziej. Slysze jak rozpina rozporek gdzie po chwili wydaje z siebie jek kiedy siegam w dol i sciagam jego spodnie wraz z bokserkami w dol. Dlonie Bradleya laduja na brzegu mojej sukienki a nastepnie zaczepia swoje dlugie palce o moje majtki by je zsunac. Przyciska swoje wargi do mojej szyi. Sciska moje biodra lekko cichoczac a nastepnie podnosi mnie do gory zebym mogla owinac swoje nogi wokol jego talii. Rekoma siega po moja sukienke ktora po chwili cichutko laduje na podlodze. Plecami jestem oparta o framuge drzwi a Brad zaczyna kierowac mna w gore i w dol. Jest zgoraczkowany, zdesperowany i musze przyznac ze nigdy wczesniej chyba go takiego nie widzialam. Za kazdym razem zachowuje sie inaczej vo czyni nasze relacje jeszcze bardziej wyjątkowymi.
-Pocaluj mnie.-prosi. Wslizguje swoj jezyk miedzy jego wargi. Robie co w mojej mocy by go pocalowac kiedy wchodzi i wychodzi ze mnie w szybszym tempie. Nasze ciala szybko sie poruszaja jednak pocalunek wydaje sie byc wolny i intymny.
-Nigdy nie bede mial cie dosc Jade. Kocham cie-mowi mi w usta, a ja wstrzymuje oddech i sapie kiedy te uczucie rosnie u dolu mojego brzucha. Bradley uwalnia z siebie szereg cichych pomrokow, gdy oboje szczytujemy.
Te swieta napewno zapamietam na bardzo dlugo.
CDN.

wtorek, 4 marca 2014

Lose my mind #4

Obudzilam sie wtulona w chlopaka moich marzen. Jego cieple rece byly owiniete na mojej talii. Nie chcialam przerywac tego momentu. Chwila... czy on mi wczoraj powiedzial ze mnie kocha? Momentalnie zrobilo mi sie cieplo w srodku a stado motyli latalo w moim brzuchu. Po dzisiejszej nocy wiedzialam juz na pewno ze czuje to samo. Kocham go i nie wyobrazam sobie jego braku w moim zyciu. Wyciagnelam reke z pod przytulnej poscieli i siegnelam po lezacy obok telefon. 12 polaczen nieodebranych i 9 wiadomosci. Wszystko od Jamesa. Napewno odchodzil od zmyslow gdzie bylam cala noc. Szybko napisalam mu sms ze bylam u "kolezanki" i wyszlam z sypialni Bradleya w poszukiwaniu lazienki. Otworzylam pierwsze drzwi z brzegu i od razu moje zrenice tozszerzyly sie od widoku pieknego pomieszczenia. Lazienka byla takich samych rozmiarow jak moj z pozoru duzy salon. Wszystko bylo idealnie urzadzone. Odkrecilam wode i weszlam pod prysznic. Nagle drzwiczki sie otworzyly sie i zobaczylam Bradleya w calej okazalosci. 
-Prysznic beze mnie?-zasmial sie i wszedl do srodka. Z calych sil staralam sie nie patrzec w dol i nie dac po dobie poznac mojego zawstydzenia.
-Nie musisz sie mnie wstydzic.-przejzal mnie.
-Dlaczego ty mnie tak dobrze znasz?-zasmialam sie
-Bo jestes moja.-przysunal sie do mnie i wzial do reki zel ktory powoli wcieral w moje cialo. Badal kazdy centymetr mojej nagiej skory.-Tylko moja.-dodal. Minela pewnie godzina nim wyszlismy z pod prysznica. Chlopak dal mi swoja koszulke i spodnie dresowe zebym mogla sie ubrac w cos swierzego. Czulam sie idealnie w jego rzeczach. Nie moglam nasycic sie jego zapachem. Bradley zrobil mi kawe a moj telefon znowu zaczal dzwonic. James.
-Odbierz.-Brad wyrwal mnie z zamyslen
-Lepiej nie. Nie wiem co mu powiedziec.
-Powiedz mu prawde, ze to koniec.
-Nie chce go uprazic. Nie moge tego tak zakonczyc z dnia na dzien. To nie takie proste. Nie dla mnie.
-A moze chodzi o cos innego?-prychnal. Wyczowam klutnie.
-Uspokoj sie, o nic nie chodzi.
-Powiedz prawde! Poprostu nigdy nie chcialas sie z nim rozstac a ja bylem tylko taka "jednorazowa przygoda". Wykorzystalas mnie Jade. Bawisz sie moimi uczuciami.-krzyczal
-Bradley to nie tak! Przestan.
-Wynos sie!
-Co?!-nie moglam uwierzyc w to co slysze
-Wyjdz.-odwrocil sie do mnie plecami a ja czulam jak z moich oczu wylewa sie potok lez. Zabralam moje rzeczy z sypialni i z trzaskiem drzwi wybieglam z domu. 
~Pol godziny pozniej~
-Nie placz. Powiedz mi co sie stalo.-James pocieszal mnie jednoczesnie wycierajac mi lzy z policzka.
-To nic takiego. Poklucilam sie z kolezanka.-znowu go oklamalam. Jestem okropna. James pocalowal mnie w policzek i zaraz w usta. Niechcac oddalam pocalunek a on przeniosl swoje rece na moje biodra. Wyobrazalam sobie Bradleya na jego miejscu. Poszlismy do sypialni ciagle sie calujac. James polozyl mnie na lozku i zaczal sciagac mi bluzke. Bluzke Bradleya. Co ja robie? Musze w koncu to przerwac.
-Przestan.-jeknelam. James zdziwiony odsunal sie ode mnie i usiadl obok na lozku. Nie moglam znalesc odpowiednich slow. Mialam metlig w glowie.
-To koniec. Przepraszam.-rzucilam i wybieglam z mieszkania. Chcialam jak najszybciej znalesc sie przy Bradleyu. Tam gdzie moje miejsce.