czwartek, 27 lutego 2014

I'm bound to you and do you know? #3

piosenka
Biegnę. Ciemość do okoła. Znowu ten sam sen. Podchodzę do drzewa a tam jakby z nikąd pojawia się ławka na której siedzi On. Podchodzę bliżej niego a gdy mnie dostrzega wstaje. Odległość między naszymi ciałami zmniejsza się co raz bardziej. Nasze spragnione wargi stykają się jakby w oczekiwaniu na to co ma nastać. W końcu nasze usta łączą się w namiętnym pocałunku, a ręce badają nasze ciała. Nagle ktoś odpycha go ode mnie. Nie widze kto. Bradley pada na ziemię. Podchodzę do niego przerażona i sprawdzam czy wszystko w porządku. Gdy światło księżyca oświetla jego twarz dostrzegam krwawiącą ranę na jego policzku i wyciekającą z jego nosa dróżkę krwi. Po chwili wszystko zaczyna się rozpływać w gęstej mgle. 
-Nie!-obudziłam się z krzykiem. Ten sen był inny niż dotychczasowe. Naszczęście nie obudziłam Jamesa, który leżał obok głośno oddychając. Nie chciałam go budzić, więc delikatnie uniosłam kołdrę i wyśliznęłam się spod niej idąc do łazienki. Prysznic. Tego potrzebowałam. Po powrocie z wesela byłam zbyt zmęczona żeby o tym mysleć. Woda wolno spływała po moim ciele, a mi przypomniały się chwile ze spotkania z Bradleyem. Nie moge uwierzyć, że do tego doszło, ale czuję jakbyśmy się znali o wiele dłużej i nie było w tym nic złego. Od pierwszego spojrzenia... pierwszego snu czuję jakbyśmy byli dla siebie stworzeni. Po szybkim prysznicu ubrałam się i poszłam zrobić jakieś śniadanie dla mnie i Jamesa. Kroiłam pieczywo gdy poczułam jego ręce oplatające mnie w talii.
-Hej kochanie.
-Hej.-odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem. Miałam ochotę zrzucić jego ręce ze mnie ale nie chciałam się zachowywać jeszcze dziwniej. Ostatnio czułam się nie swojo gdy mnie dotykał, tak jakby moje ciało należało już do kogoś innego...
Zjedliśmy śniadanie i James odwiózł mnie do szkoły. Zajęłam miejsce w ławce i po krótkiej rozmowie z koleżanką zajęłam się lekkcją. Obejżałam się krótko za siebie i zobaczyłam, że nie ma Bradleya. Zapisałam notatkę, którą podyktowała nauczycielka i nagle drzwi do klasy się otworzyły.
-Przepraszam za spóźnienie.-rzucił Bradley i szybko zajął miejsce. Wyglądał jakoś nie swojo ale nawet nie mogłam się mu bliżej przyjrzeć. Lekcja minęła dość szybko. Podeszłam do szafki i wyciągnęłam potrzebne książki. Starałam się wypatrzeć Bradleya. W końcu zauważyłam go stojącego gdzieś na końcu korytarza.
-Unikasz mnie?-podeszłam.
-Ymm. Nie. Jasne, że nie.-odpowiedział. Zachowywał się dziwnie. Miał spuszczoną głowę.
-Dobra rozumiem.-było mi przykro, że nawet na mnie nie spojrzał. Odwróciłam się na pięcie i chciałam odejść.
-Jade, poczekaj!-zawołał. Odwróciłam się do niego i zauważyłam to co było przyczyną jego zachowania. Na policzku miał bliznę... dokładnie taką jak w śnie. Nie... to chyba sie nie dzieje na prawde. Moje oczy ze zdziwienia rozszerzyły się jeszcze bardziej.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś?-jęknęłam dotykając jego policzek.
-Nie chciałem cie martwić. Sam nie wiem co się dzieje. Rano poprostu się z tym obudziłem.
*zadzwonił dzwonek*
-Musze isc.-powiedzialam
-Tak. Ja tez. Moze spotkamy sie po szkole?-spytal niewinnie
-Jasne, czemu nie.-usmiechnelam sie lekko i razem poszlismy na lekcje.


KONIEC CZESCI I

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz